Uśmiech lecz spowity w smutku.
Dotyk, ale brak w nim ciepła.
Słowa, będące jedynie słowami.
Było, minęło. Przeszłe.
Uśmiech, pełen nadziei.
Dotyk, który rozgrzewa serce.
Słowa kruche, słodkie, wiary.
Jest. I niech pozostanie.
środa, 28 listopada 2012
czwartek, 22 listopada 2012
Trudne rozmowy (Biały Tryptyk, III)
Mówisz: kocham.
Mówię: kłamiesz.
Pytasz: jak to.
Ja odpowiadam pytaniem:
Więc zdefiniuj miłość,
co to Twoim zdaniem
w ogóle znaczy?
Czerwienisz się?
Szepczesz: nie wiem, czuję
to jakbym w środku
wiedziała.
Krzyczę: (....)
Łza? Tak, i kolejna.
Wątpię: czy i co
mogą powiedzieć jelita i
nerki.
Tak, wiem, powiesz:
A serce?
A czyje?
A?
Myślę. Milczę.
Niszczy mnie poczucie winy.
Słowa nikną niewypowiedziane.
Proszę: przytul.
Jeszcze trochę łez.
Oddech, spokojnie.
Niemal bezdźwięczne: Koc h a m.
I znów beznadzieja nadziei.
Nie ma, nie będzie (Biały Tryptyk II)
Plaża, o poranku, w śpiewie mew
i rozwianej koszuli,
w piasku zapodzianych stopach
nie pojawisz się.
Już nie.
Przy leśnym ognisku, wśród iskier
i gitary dźwiękach
roztańczona, pijana wolnością
nie ukażesz się
już nigdy więcej.
Przy mnie, gdy się zachwieję
w śmiechu, gdy upadnę
i mimo wszystko,
nie dla czegoś.
Będziesz?
Pomimo smutków, będziesz?
Wiedząc, że kocham,
czy będziesz kochając?
A ja się postaram,
lub może ucieknę czasem.
Proszę o sen, w którym Cię odnajdę
o jeden dotyk dłoni
iskrę w oku, która tyle znaczy.
Lecz wiem, niestety,
że już nie dane mi będzie
ją zobaczyć.
środa, 21 listopada 2012
List (Biały Tryptyk, I)
Kocham Cię, na prawdę, kocham.
Nie umiem przestać, choć tak szczerze
to chciałbym, zapomnieć, uciec.
To boli, wiesz? Tęsknota chyba może zabić,
jeszcze nie wiem, kto wie?
Przyznaję i jest mi przykro,
z powodu błędów, które popełniłem.
Nie wiem, jak bardzo, ale
zmieniłem się, pewnie nie tak,
jakbyś tego chciała, ale zawsze.
Tęsknię za Twoim uśmiechem,
za śmiechem, za Tobą.
Wiesz?
Kiedyś to było takie łatwe, na początku.
Zbyt dużo szczęścia, prawda...
Ale... Nie wiem, przepraszam.
Od tamtego czasu zdążyłem
popełnić jeszcze wiele błędów,
i za wszystkie przepraszam.
Chyba nic umiem się pogodzić za sobą.
Pozwoliłem Ci odejść, a nie powinienem.
Mam nadzieję, że u Ciebie ok,
chociaż troszkę. Żegnaj,
mimo wszystko. Kocham.
Tak bywa.
Let Her Go by Passenger
Nie umiem przestać, choć tak szczerze
to chciałbym, zapomnieć, uciec.
To boli, wiesz? Tęsknota chyba może zabić,
jeszcze nie wiem, kto wie?
Przyznaję i jest mi przykro,
z powodu błędów, które popełniłem.
Nie wiem, jak bardzo, ale
zmieniłem się, pewnie nie tak,
jakbyś tego chciała, ale zawsze.
Tęsknię za Twoim uśmiechem,
za śmiechem, za Tobą.
Wiesz?
Kiedyś to było takie łatwe, na początku.
Zbyt dużo szczęścia, prawda...
Ale... Nie wiem, przepraszam.
Od tamtego czasu zdążyłem
popełnić jeszcze wiele błędów,
i za wszystkie przepraszam.
Chyba nic umiem się pogodzić za sobą.
Pozwoliłem Ci odejść, a nie powinienem.
Mam nadzieję, że u Ciebie ok,
chociaż troszkę. Żegnaj,
mimo wszystko. Kocham.
Tak bywa.
Let Her Go by Passenger
wtorek, 13 listopada 2012
Rozmowa z Diabłem
-Więc, jak mówisz, jesteś tylko człowiekiem?
-Tak, dokładnie tak, jak powiedziałeś.
-Wierzyłeś, że siła przyjdzie z wiekiem?
Ale jesteś...? gdzie jesteś, i co dostałeś?
-Tęsknotę, samotność i niezrozumienie
Pustkę w miejscu, w którym było serce.
Była miłość dla której na jedno skinienie
Rozpalałem ognień już w jednej iskierce.
Brak tego, co w życiu bywa najważniejsze
Brak sensu w działaniu brak choćby idei
Brak sił, na sprawy nawet te najmniejsze,
Brak Boga, brak wiary jak i brak nadziei.
-Czy żałujesz tego, co zostawiłeś za sobą?
Czy jest tam coś, co byś wolał zapomnieć?
-A czy jestem teraz jakąś inną osobą?
Z tego życia chyba się nie da oprzytomnieć.
Czy idę więc na przód? Chyba nie, nie sądzę
Trwam w tym, co mi jest już urojone,
Tak, jak błądziłem, teraz też i błądzę
Bo i Ty i piekło było mi sądzone.
-Tak, dokładnie tak, jak powiedziałeś.
-Wierzyłeś, że siła przyjdzie z wiekiem?
Ale jesteś...? gdzie jesteś, i co dostałeś?
-Tęsknotę, samotność i niezrozumienie
Pustkę w miejscu, w którym było serce.
Była miłość dla której na jedno skinienie
Rozpalałem ognień już w jednej iskierce.
Brak tego, co w życiu bywa najważniejsze
Brak sensu w działaniu brak choćby idei
Brak sił, na sprawy nawet te najmniejsze,
Brak Boga, brak wiary jak i brak nadziei.
-Czy żałujesz tego, co zostawiłeś za sobą?
Czy jest tam coś, co byś wolał zapomnieć?
-A czy jestem teraz jakąś inną osobą?
Z tego życia chyba się nie da oprzytomnieć.
Czy idę więc na przód? Chyba nie, nie sądzę
Trwam w tym, co mi jest już urojone,
Tak, jak błądziłem, teraz też i błądzę
Bo i Ty i piekło było mi sądzone.
czwartek, 25 października 2012
bez tytułu
Jestem sam, pośrodku pustkowia, w pośrodku nocy.
Sam nie wiem jaki los mi jest pisany,
Nie wiem też jak lub choćby w co wierzyć.
Tkwię więc w niewoli słabego umysłu,
Jak w klatce, tak klaustrofobicznie.
Nawet nie wiem, w którą stronę
Pierwszy miałbym postawić krok.
Dziś jak kiedyś wołam: NAUCZYCIELU
Przyjdź, naucz, poprowadź.
Gdzieś, gdzie się będę mógł schować.
Sam nie wiem jaki los mi jest pisany,
Nie wiem też jak lub choćby w co wierzyć.
Tkwię więc w niewoli słabego umysłu,
Jak w klatce, tak klaustrofobicznie.
Nawet nie wiem, w którą stronę
Pierwszy miałbym postawić krok.
Dziś jak kiedyś wołam: NAUCZYCIELU
Przyjdź, naucz, poprowadź.
Gdzieś, gdzie się będę mógł schować.
piątek, 14 września 2012
Bez końca pytania i bez odpowiedzi
Przy szklance whisky i przy cygarze
i przy dźwiękach Vivaldiego i Mozarta,
wieczorową porą czy się okaże,
gdzie tkwi moja dusza rozdarta?
Czy może o jedną dziś szklankę zbyt wiele,
i w dymie cygar, i półmroku?
Gdzie są więc przyjaciele?
Kto mnie zatrzyma w pół kroku?
Czy się odnajdę na życia dróg rozstaju,
czy pójdę naprzód, czy może przeciwnie?
Czy są więc gdzieś bramy Raju,
czy też może szukam naiwnie?
Być, czy mieć? Samemu, czy razem?
Jakim za lat trzydzieści,
moje życie się stanie obrazem?
I co on w sobie pomieści?
Chciałbym znać odpowiedzi, drogi
tam, gdzie się odnajdę, lecz jednak te inne
wciąż uczepione jak rzep mojej nogi,
kłamstewka, nałogi niewinne.
Czy już zagubiony, czy dopiero będę?
Czy mogę prosić wciąż o wybaczenie?
Czy ja sam się na nie zdobędę?
Czy może i to uchybienie...
i przy dźwiękach Vivaldiego i Mozarta,
wieczorową porą czy się okaże,
gdzie tkwi moja dusza rozdarta?
Czy może o jedną dziś szklankę zbyt wiele,
i w dymie cygar, i półmroku?
Gdzie są więc przyjaciele?
Kto mnie zatrzyma w pół kroku?
Czy się odnajdę na życia dróg rozstaju,
czy pójdę naprzód, czy może przeciwnie?
Czy są więc gdzieś bramy Raju,
czy też może szukam naiwnie?
Być, czy mieć? Samemu, czy razem?
Jakim za lat trzydzieści,
moje życie się stanie obrazem?
I co on w sobie pomieści?
Chciałbym znać odpowiedzi, drogi
tam, gdzie się odnajdę, lecz jednak te inne
wciąż uczepione jak rzep mojej nogi,
kłamstewka, nałogi niewinne.
Czy już zagubiony, czy dopiero będę?
Czy mogę prosić wciąż o wybaczenie?
Czy ja sam się na nie zdobędę?
Czy może i to uchybienie...
wtorek, 31 lipca 2012
Ballada o śnie, piekle i nienawiści
Dla cienia blasku postradałem zmysły
i dla dźwięku szczęścia drogi pogubiłem.
Lecz gdy nagle czary opętania prysły
pełen bezradności się wnet obudziłem.
Chciałem tylko, by ta pieśń trwała
i trwa, choć już tylko w mojej głowie.
Chyba miłości już taka natura niestała,
iż można ją zburzyć w jednym słowie.
Tylko w czym zawiniłem, zawiodłem?
Gdzie na tej drodze moich śladów- ciernie?
Czy niedostateczny, czy słowem ubodłem?
Czy stałem przy Tobie, lecz stałem niewiernie?
Zbudziłem nad Dantejskiego piekła bramą
by duszę swą odnaleźć w piątym kręgu jego.
Bo choć miłość w sercu pozostała tą samą
zazdrość i gniew w mym wzburzonym ego.
Tak jakby cokolwiek było moją winą,
nie ludzi których zdanie mój sen przekreśliło.
Niech więc kara na nich, niechaj zginą
może choć to by dziś duszę moją ukoiło.
Lecz jak się uwolnić, by znów zacząć marzyć?
Jak uciec tak, by duszę zachować?
By szczęście i dla mnie mogło się przydarzyć
i by na wrogów swoich nie pomstować!
i dla dźwięku szczęścia drogi pogubiłem.
Lecz gdy nagle czary opętania prysły
pełen bezradności się wnet obudziłem.
Chciałem tylko, by ta pieśń trwała
i trwa, choć już tylko w mojej głowie.
Chyba miłości już taka natura niestała,
iż można ją zburzyć w jednym słowie.
Tylko w czym zawiniłem, zawiodłem?
Gdzie na tej drodze moich śladów- ciernie?
Czy niedostateczny, czy słowem ubodłem?
Czy stałem przy Tobie, lecz stałem niewiernie?
Zbudziłem nad Dantejskiego piekła bramą
by duszę swą odnaleźć w piątym kręgu jego.
Bo choć miłość w sercu pozostała tą samą
zazdrość i gniew w mym wzburzonym ego.
Tak jakby cokolwiek było moją winą,
nie ludzi których zdanie mój sen przekreśliło.
Niech więc kara na nich, niechaj zginą
może choć to by dziś duszę moją ukoiło.
Lecz jak się uwolnić, by znów zacząć marzyć?
Jak uciec tak, by duszę zachować?
By szczęście i dla mnie mogło się przydarzyć
i by na wrogów swoich nie pomstować!
poniedziałek, 18 czerwca 2012
Nie wiem gdzie jestem
Nie wiem gdzie jestem, jakby zagubiony
i ślepy jakby, szukam wśród ciemności
drogi tam, gdzie kraj nasz wyśniony
drogi do szczęścia, drogi do miłości.
Nie wiem czy się uda, czy to znajdę
przy Tobie, w ramionach Twych maleć
jak mnie nogi poniosą, jak daleko zajdę
by tylko na drodze tej nie oszaleć.
Być może się zgubię, może już zgubiony
jestem, i zewsząd nie widać ratunku
serce nieposłuszne, podróżnik strudzony
przybity od myśli nadmiaru ładunku.
Proszę podnieś mego ducha, umyj brudy
wspomnień, ubierz mnie w nadzieję
szczęściem mnie napój, oddal trudy
spraw, że zaufania szaty przywdzieję.
i ślepy jakby, szukam wśród ciemności
drogi tam, gdzie kraj nasz wyśniony
drogi do szczęścia, drogi do miłości.
Nie wiem czy się uda, czy to znajdę
przy Tobie, w ramionach Twych maleć
jak mnie nogi poniosą, jak daleko zajdę
by tylko na drodze tej nie oszaleć.
Być może się zgubię, może już zgubiony
jestem, i zewsząd nie widać ratunku
serce nieposłuszne, podróżnik strudzony
przybity od myśli nadmiaru ładunku.
Proszę podnieś mego ducha, umyj brudy
wspomnień, ubierz mnie w nadzieję
szczęściem mnie napój, oddal trudy
spraw, że zaufania szaty przywdzieję.
piątek, 30 marca 2012
Sonet IX "Pozytywnie"
Czasami trudno jest o radość
I tak to po prostu czasem bywa
Gdy los nowe karty odkrywa
Że złemu się dzieje zadość.
Czasem i tak się przydarza
Że szczęście wszędzie dookoła
Że i dusza promiennie zawoła
Że szczęściem się każdy zaraża.
Bez względu na rzeczy bieg
Możemy być wszak radośni
Biali, jak białym jest śnieg.
Choć czasem nawet żałośni
A krok nasz zamienia się w bieg
Bo życie jest grą przenośni.
I tak to po prostu czasem bywa
Gdy los nowe karty odkrywa
Że złemu się dzieje zadość.
Czasem i tak się przydarza
Że szczęście wszędzie dookoła
Że i dusza promiennie zawoła
Że szczęściem się każdy zaraża.
Bez względu na rzeczy bieg
Możemy być wszak radośni
Biali, jak białym jest śnieg.
Choć czasem nawet żałośni
A krok nasz zamienia się w bieg
Bo życie jest grą przenośni.
środa, 28 marca 2012
Sonet VIII "Bierność a Życie"
Bo w każdej sytuacji można się odnaleźć
Bo też nie ma sytuacji bez rozwiązania
I wszystko dąży do rozwikłania
Choć może nam za skórę zaleźć.
I nie ma nigdzie drogi bez odwrotu
Bo wystarczy się przecież rozejrzeć
By życia doświadczyć by przejrzeć
I skrzydła rozewrzeć do lotu.
Nic nie pomoże jednak narzekanie
Ani też śpiewy i modlitwy bierne
Na nic się zda tu czekanie.
Bo życie z pozoru tak mierne
Bo 'to nie tak, kochanie'
A to nasze czyny cholerne.
Bo też nie ma sytuacji bez rozwiązania
I wszystko dąży do rozwikłania
Choć może nam za skórę zaleźć.
I nie ma nigdzie drogi bez odwrotu
Bo wystarczy się przecież rozejrzeć
By życia doświadczyć by przejrzeć
I skrzydła rozewrzeć do lotu.
Nic nie pomoże jednak narzekanie
Ani też śpiewy i modlitwy bierne
Na nic się zda tu czekanie.
Bo życie z pozoru tak mierne
Bo 'to nie tak, kochanie'
A to nasze czyny cholerne.
niedziela, 25 marca 2012
Sonet VII "Nie potrafię"
Nie potrafię być kimś więcej i nie mogę,
Choćbym dziś nawet i Bogów prosił
To posłusznie sądzone mi będę znosił,
Bo taką mi On sprawił drogę.
Nie umiem być lepszym człowiekiem
Bądź nawet stracić na wadze
Bo przy mej tuszy nadwadze
Jedynie gorszy się staję z wiekiem.
Nie umiem dbać ani chronić
Czy też naprawdę pracować
Czy od używek stronić.
Nie umiem Cię schować
By przed sobą bronić
By się odbudować.
Choćbym dziś nawet i Bogów prosił
To posłusznie sądzone mi będę znosił,
Bo taką mi On sprawił drogę.
Nie umiem być lepszym człowiekiem
Bądź nawet stracić na wadze
Bo przy mej tuszy nadwadze
Jedynie gorszy się staję z wiekiem.
Nie umiem dbać ani chronić
Czy też naprawdę pracować
Czy od używek stronić.
Nie umiem Cię schować
By przed sobą bronić
By się odbudować.
niedziela, 18 marca 2012
Bajka
Ukryci pod powłoką strachu
i zapodziani pod deskami
własnego myślodachu
i zagubieni w życiu sami
w nadziei serc ułudy
silimy się na pozytywy
i pierzemy stare brudy
bo człowiek w nas nieżywy
Nie wilkiem człowiek człowiekowi
lecz potworem jedynie
potworem jest także wilkowi
i takoż widzą to świnie
Pod maskami się skrywamy
jak walczyć o zaufanie
gdy jedynie je przywdziewamy
podobnie jak miłość oddanie
Jak walczyć o czyste uczucie
kiedy słowo jedno
jedno w serce ukłucie
gdy zabija sedno
Jak mierzyć się z życiem
jak nie tylko razem
miast trwać pod ukryciem
fałszywym obrazem
Kocham płaczę pragnę marzę
wierzę i wciąż mam nadzieję
iż niejednego tym zarażę
mimo iż łzę przy tym wyleję
mimo wszelkich trudności
pójdę dalej przed siebie
naprzeciw strachowi, złości
bo możemy być w niebie...
i zapodziani pod deskami
własnego myślodachu
i zagubieni w życiu sami
w nadziei serc ułudy
silimy się na pozytywy
i pierzemy stare brudy
bo człowiek w nas nieżywy
Nie wilkiem człowiek człowiekowi
lecz potworem jedynie
potworem jest także wilkowi
i takoż widzą to świnie
Pod maskami się skrywamy
jak walczyć o zaufanie
gdy jedynie je przywdziewamy
podobnie jak miłość oddanie
Jak walczyć o czyste uczucie
kiedy słowo jedno
jedno w serce ukłucie
gdy zabija sedno
Jak mierzyć się z życiem
jak nie tylko razem
miast trwać pod ukryciem
fałszywym obrazem
Kocham płaczę pragnę marzę
wierzę i wciąż mam nadzieję
iż niejednego tym zarażę
mimo iż łzę przy tym wyleję
mimo wszelkich trudności
pójdę dalej przed siebie
naprzeciw strachowi, złości
bo możemy być w niebie...
Sonet VI "Czekoladki"
Dni jak czekoladki, nigdy nie wiesz która
Bo choć z wierzchu gorzka być może,
Wewnątrz- słodkość, choć w ciemnym kolorze
Ukryta, i choć z wierzchu ponura.
Dni jak czekoladki, w tym opakowaniu,
Mnogością smaków i wielością marek,
Lecz ta najlepsza to z rzadka podarek
Reszta wygląda dobrze, po podmalowaniu.
Życie zamknięte szczelnie w metaforze
Przenośniach, symbolach i słowach
'Bo tak jest łatwiej'- być może
Ale życie, to siedzi nam w głowach,
i choć czasem, że pożal się Boże,
lepiej je przeżywać, niż opiewać w mowach.
Bo choć z wierzchu gorzka być może,
Wewnątrz- słodkość, choć w ciemnym kolorze
Ukryta, i choć z wierzchu ponura.
Dni jak czekoladki, w tym opakowaniu,
Mnogością smaków i wielością marek,
Lecz ta najlepsza to z rzadka podarek
Reszta wygląda dobrze, po podmalowaniu.
Życie zamknięte szczelnie w metaforze
Przenośniach, symbolach i słowach
'Bo tak jest łatwiej'- być może
Ale życie, to siedzi nam w głowach,
i choć czasem, że pożal się Boże,
lepiej je przeżywać, niż opiewać w mowach.
środa, 7 marca 2012
Sonet V "Pytanie"
Dlaczego, gdy unikam to wciąż pragnę więcej,
by patrzeć Ci w oczy, i by nieprzerwanie
trwało to błędne w Ciebie wpatrywanie?
I dlaczego, gdy uciekam pragnę najgoręcej?
Dlaczego, gdy Cię nie ma, to serce szaleje,
by wyrwać się z piersi i biec bez ustanku,
do miejsca, gdzie przytulisz o poranku?
I dlaczego, gdy sercu brak Cię, marnieje?
Być może dlatego, że z każdym oddechem,
jesteś w mojej głowie, każdym mym marzeniem,
każdym westchnieniem, każdym uśmiechem?
Być może i dlatego, że Tyś serca drżeniem,
że dwa słowa: 'kocham Cię' jak echem,
tułają się po duszy, niemal z przerażeniem?
by patrzeć Ci w oczy, i by nieprzerwanie
trwało to błędne w Ciebie wpatrywanie?
I dlaczego, gdy uciekam pragnę najgoręcej?
Dlaczego, gdy Cię nie ma, to serce szaleje,
by wyrwać się z piersi i biec bez ustanku,
do miejsca, gdzie przytulisz o poranku?
I dlaczego, gdy sercu brak Cię, marnieje?
Być może dlatego, że z każdym oddechem,
jesteś w mojej głowie, każdym mym marzeniem,
każdym westchnieniem, każdym uśmiechem?
Być może i dlatego, że Tyś serca drżeniem,
że dwa słowa: 'kocham Cię' jak echem,
tułają się po duszy, niemal z przerażeniem?
piątek, 24 lutego 2012
Sonet IV "Chwile"
Podążamy za marzeniami całe życie
tracąc to co jest tuż za rogiem
bo będąc sobą już jesteś bogiem
dla kogoś kto kocha Cię skrycie
Nie musisz podążać nagłówkami
o pokonywaniu kolejnych szczytów
bo pomimo wszystkich zaszczytów
zatęsknisz za tymi chwilkami
Gdy bez strachu o to co będzie
z tym głupim uśmiechem na twarzy
nie myśląc o żadnym już błędzie
bez lęku o głosy plotkarzy
wiedziałeś że miłość jest wszędzie
i że się dla Ciebie wydarzy
tracąc to co jest tuż za rogiem
bo będąc sobą już jesteś bogiem
dla kogoś kto kocha Cię skrycie
Nie musisz podążać nagłówkami
o pokonywaniu kolejnych szczytów
bo pomimo wszystkich zaszczytów
zatęsknisz za tymi chwilkami
Gdy bez strachu o to co będzie
z tym głupim uśmiechem na twarzy
nie myśląc o żadnym już błędzie
bez lęku o głosy plotkarzy
wiedziałeś że miłość jest wszędzie
i że się dla Ciebie wydarzy
Sonet III "Fałszywy przyjaciel"
Uśmiech w smutny dzień na mojej twarzy
tyle do tej pory zwykłeś wywoływać
lecz teraz i nie trzeba się przypatrywać
dziś prawdziwy przyjaciel mi się marzy
Zwykłeś mówić, że to co robisz
robisz z troski o mnie, dla mojego dobra
lecz jesteś jedynie jak jadowita kobra
i w świecie własnych błędów wciąż drobisz
Tkwisz w świecie własnych niedoskonałości
i mścisz się za nie na ludziach Ci bliskich
pod maską prawdy skrywasz tony złości
Jakbyś nie wiedział że utracisz wszystkich
z powodu tych pseudo przyjacielskich podłości
tak podłych tak Twoich tak niskich
tyle do tej pory zwykłeś wywoływać
lecz teraz i nie trzeba się przypatrywać
dziś prawdziwy przyjaciel mi się marzy
Zwykłeś mówić, że to co robisz
robisz z troski o mnie, dla mojego dobra
lecz jesteś jedynie jak jadowita kobra
i w świecie własnych błędów wciąż drobisz
Tkwisz w świecie własnych niedoskonałości
i mścisz się za nie na ludziach Ci bliskich
pod maską prawdy skrywasz tony złości
Jakbyś nie wiedział że utracisz wszystkich
z powodu tych pseudo przyjacielskich podłości
tak podłych tak Twoich tak niskich
środa, 22 lutego 2012
Sonet II "Współistnienie I"
każda chwila ma swą cenę, swoją wartość
i musimy ją ponieść, gdy na kimś nam zależy
z czasem kłamstwo- dźwięk tłuczonych talerzy
bo w związku potrzebna jest otwartość
problem w tym, by umieć rozmawiać
o tym, co ważne, i o tym co bez wartości
by patrząc w oczy, umieć tak bez złości
to, co nas niszczy za sobą zostawiać
nawet jeśli góra zdaje się nie do pokonania
a problemy piętrzą się bez przerwy
wystarczy trochę współczucia, starania
czasem wystarczy tylko trochę rezerwy
ponownie rozpatrz swoje życiowe żądania
i odnajdź w niej spokój, ukoi Twe nerwy
i musimy ją ponieść, gdy na kimś nam zależy
z czasem kłamstwo- dźwięk tłuczonych talerzy
bo w związku potrzebna jest otwartość
problem w tym, by umieć rozmawiać
o tym, co ważne, i o tym co bez wartości
by patrząc w oczy, umieć tak bez złości
to, co nas niszczy za sobą zostawiać
nawet jeśli góra zdaje się nie do pokonania
a problemy piętrzą się bez przerwy
wystarczy trochę współczucia, starania
czasem wystarczy tylko trochę rezerwy
ponownie rozpatrz swoje życiowe żądania
i odnajdź w niej spokój, ukoi Twe nerwy
Sonet I "Zaczarowany"
w zwykłej prostocie, wszak jesteśmy tylko znajomymi,
ale ja tylko kolega, na prawdę, nikt więcej, tyle
trwałem odurzony w Twoim magicznym pyle
ale Ty, nieteraźniejsza, z oczami zaczarowanymi
we wszystkim, co robiłaś, w dotyku Twych dłoni
ja myślący jedynie o Tobie, zgubiony w pożądaniu
chwil gdy razem ciało przy ciele, na jednym posłaniu,
ja myślący o miłości, o tym, co Cię do niej skłoni
dziś już szczęście jedynie bratem mojej duszy
przy Tobie, choć czasem tak nie idealnie
Twój głos muzyką, która koi moje uszy
kocham Cię tak po prostu, może i banalnie
jesteś skałą, w którą wierzę, jej nic nie ukruszy
zaczarowany Tobą trwam, może wręcz nachalnie
ale ja tylko kolega, na prawdę, nikt więcej, tyle
trwałem odurzony w Twoim magicznym pyle
ale Ty, nieteraźniejsza, z oczami zaczarowanymi
we wszystkim, co robiłaś, w dotyku Twych dłoni
ja myślący jedynie o Tobie, zgubiony w pożądaniu
chwil gdy razem ciało przy ciele, na jednym posłaniu,
ja myślący o miłości, o tym, co Cię do niej skłoni
dziś już szczęście jedynie bratem mojej duszy
przy Tobie, choć czasem tak nie idealnie
Twój głos muzyką, która koi moje uszy
kocham Cię tak po prostu, może i banalnie
jesteś skałą, w którą wierzę, jej nic nie ukruszy
zaczarowany Tobą trwam, może wręcz nachalnie
poniedziałek, 20 lutego 2012
I Would Do Anything For Love
The first time i met you, shadow in my mind
I was confused, my mind was broken through
There is something I've wanted to find
Now I know, it's love, it's true.
I would do anything for love
Even if it will be tough
We can always stand above
All that hatred, hopelessnes, rough.
sobota, 18 lutego 2012
zaufanie
jeden tylko życia gryz
gdy zaufam gdy uwierzę
zanim smutku śmierci kryz
radość wszelką mi odbierze
gdy zaufam gdy uwierzę
zanim smutku śmierci kryz
radość wszelką mi odbierze
Bez słów o miłości
bez żadnego słowa
boli i krzyczę błagam
odejdź nie krzywdź nie rań
nie zapomnę chociaż przecież
przestać nie będę umiał
bez słów o wartości
bez słów które coś dziś znaczą
bez zaufania wiary ciepła bliskości
mówisz że mnie jeszcze
a to do szpiku kości
jedynie trawi moje komórki
moje słowa moje gesty
moje nadzieje ale wszak to tylko
słowa byle nie o
bez
bez
bez bez bez
Ciebie ale to nic
to nic bez słowa o miłości
i wcale nie jestem wkurwiony
boli i krzyczę błagam
odejdź nie krzywdź nie rań
nie zapomnę chociaż przecież
przestać nie będę umiał
bez słów o wartości
bez słów które coś dziś znaczą
bez zaufania wiary ciepła bliskości
mówisz że mnie jeszcze
a to do szpiku kości
jedynie trawi moje komórki
moje słowa moje gesty
moje nadzieje ale wszak to tylko
słowa byle nie o
bez
bez
bez bez bez
Ciebie ale to nic
to nic bez słowa o miłości
i wcale nie jestem wkurwiony
Droga do Ciebie II
Jesteś tu mną. Spełnienie
to aż i zaledwie, marzenie
które jest rzeczywistością
w tym, co może być tylko
wypaczoną miłością
Dotykasz mej dłoni, a już
w dłoni Twojej zapomnienia nóż.
Grą to kiedy uderzysz! I prowadzisz
tę grę. Choć zabijesz- nie zdradzisz.
To jest między nami bez wartości.
Odchodzisz pocałunkiem, ja w złości
uciekam, i znów się zatracam.
I choć już nie chcę, powracam.
Droga do Ciebie
Stoję a pod moimi stopami leży świat. Zatracony
spoglądam w pieprzony horyzont marzeń, i złego
na domiar więcej wciąż zyskać mogę a poroniony
świat. I dość już mam tego!
Skupiony orbituję w przestrzeni Twego Ciała,
między wersami Twoich ust i oczu...
I choć iluzją ta relacja niestała-
by wykrzesać wciąż więcej i skończyć na kroczu....
wtorek, 7 lutego 2012
Samotność tuż przy Tobie
Nie umiem zrozumieć co się wydarzyło
tej nocy pośrodku świata bez duszy
że i w nas coś się wtedy skruszyło
i ciągle jedynie już tylko się kruszy
Mówisz to nic lecz nie patrzysz mi w oczy
to nic choć oddalamy się niezmiernie
jak z głębokiej rany miłość nasza broczy
a rana boli mnie cholernie
Nie wiem kto zawinił może ja może
i nie ma tu po prostu winnych
że zamiast słów stać nas na noże
i odwracamy się do innych
Miłość, samotność choć jesteś tuż
i niewinnie podajesz mi swoje usta
ja nie chcę pocałunków nigdy już
i czara miłości jest zupełnie pusta
tej nocy pośrodku świata bez duszy
że i w nas coś się wtedy skruszyło
i ciągle jedynie już tylko się kruszy
Mówisz to nic lecz nie patrzysz mi w oczy
to nic choć oddalamy się niezmiernie
jak z głębokiej rany miłość nasza broczy
a rana boli mnie cholernie
Nie wiem kto zawinił może ja może
i nie ma tu po prostu winnych
że zamiast słów stać nas na noże
i odwracamy się do innych
Miłość, samotność choć jesteś tuż
i niewinnie podajesz mi swoje usta
ja nie chcę pocałunków nigdy już
i czara miłości jest zupełnie pusta
poniedziałek, 6 lutego 2012
Love love love
Z brzmienia delikatnych nut
z zapodzianych w duszy akordów
i wśród słów gdy nie trzeba słów...
You love, love, love
jak w brzmieniu wersów aksamitnych
głosu
kochasz, gdy ja nie umiem,
kochasz, gdy ja nie umiem,
gdy ja nie umiem, pamiętasz i
w o ł a s z
kiedy nawet już milczeć nie umiem
Never let me go
choć może było Ci trudno i
całe to oddanie,
w zimnych ramionach oceanu
wciąż modlę się o Ciebie
zamykasz swe oczy
i podczas nocy
burzliwej nocy
ulatujesz
marząc
tam gdzie Twój
Paradise
z zapodzianych w duszy akordów
i wśród słów gdy nie trzeba słów...
You love, love, love
jak w brzmieniu wersów aksamitnych
głosu
kochasz, gdy ja nie umiem,
kochasz, gdy ja nie umiem,
gdy ja nie umiem, pamiętasz i
w o ł a s z
kiedy nawet już milczeć nie umiem
Never let me go
choć może było Ci trudno i
całe to oddanie,
w zimnych ramionach oceanu
wciąż modlę się o Ciebie
zamykasz swe oczy
i podczas nocy
burzliwej nocy
ulatujesz
marząc
tam gdzie Twój
Paradise
piątek, 3 lutego 2012
A gdybyś tu była
A gdybyś tu była w swych oczu szarości
może było by łatwiej, i może bez złości
i bez depresji, ciągłego brania prochów
bo brakuje mi naszych żartów i fochów
Choć gdy Ciebie nie ma tutaj, blisko
to dziwne się odzywają lęki
głupie, że już utracone wszystko
dziś oddałbym życie za dotyk Twej ręki
Bo wiesz, tak po cichu i delikatnie
chcę Ci powiedzieć to zdanie
choć może i głos mi się zatnie,
że Cię wprost uwielbiam, Kochanie!
może było by łatwiej, i może bez złości
i bez depresji, ciągłego brania prochów
bo brakuje mi naszych żartów i fochów
Choć gdy Ciebie nie ma tutaj, blisko
to dziwne się odzywają lęki
głupie, że już utracone wszystko
dziś oddałbym życie za dotyk Twej ręki
Bo wiesz, tak po cichu i delikatnie
chcę Ci powiedzieć to zdanie
choć może i głos mi się zatnie,
że Cię wprost uwielbiam, Kochanie!
Nie cierpię z braku Ciebie
Nie cierpię z braku Ciebie, zaufaj, nie żartuję
choć może trochę więcej spalam papierosów,
i już potrzeby dotyku nie czuję
Twoich słodkich ust i miękkich włosów.
Nie usycham już z pozornej tęsknoty
jak gdy na Twój widok niemal krew mi krzepła.
Ja znów na życie nabieram ochoty
a i kot wszak może dostarczyć mi ciepła...
Choć czasem jeszcze się w snach mych pojawiasz
i pytasz, dlaczego znów zaglądam do butelki
no przecież nie dlatego, że ślad swój zostawiasz
bo w mej głowie po Tobie ślad rozwiał się wszelki.
Przewrotnie zauważasz, że serce nie sługa
(ile jeszcze bólu więc pragniesz mi zadać?)
otóż serca mojego historia niedługa,
wolałem je wyrwać niż dla Ciebie postradać.
choć może trochę więcej spalam papierosów,
i już potrzeby dotyku nie czuję
Twoich słodkich ust i miękkich włosów.
Nie usycham już z pozornej tęsknoty
jak gdy na Twój widok niemal krew mi krzepła.
Ja znów na życie nabieram ochoty
a i kot wszak może dostarczyć mi ciepła...
Choć czasem jeszcze się w snach mych pojawiasz
i pytasz, dlaczego znów zaglądam do butelki
no przecież nie dlatego, że ślad swój zostawiasz
bo w mej głowie po Tobie ślad rozwiał się wszelki.
Przewrotnie zauważasz, że serce nie sługa
(ile jeszcze bólu więc pragniesz mi zadać?)
otóż serca mojego historia niedługa,
wolałem je wyrwać niż dla Ciebie postradać.
Zabawa w chowanego
Dlaczego wciąż znikasz, jak gdybym we śnie
dotykał Cię, tak niematerialnie
odchodzisz, cicho, i nie bezboleśnie.
Ja myślę o Tobie wciąż tak niemoralnie,
o Nas jedynie wciąż rzucasz losy
i trzymasz mnie mocno, dla własnej ochrony
gdy ja jedynie Twoje słodkie włosy
muskam, tak ufnie wtulony.
Jesteś, choć bardziej dla mnie tajemnicą
czasami tak kocham, jak Cię nienawidzę
gdy tak się chowasz za swą znieczulicą;
mimo, iż się tego wstydzę.
Jesteś, a jakby Cię nie było Kochanie,
a miłość to przecież transakcja wiązana
to wartość słowa "przywiązanie"...
Już dobrze, już milczę, Kochana...
dotykał Cię, tak niematerialnie
odchodzisz, cicho, i nie bezboleśnie.
Ja myślę o Tobie wciąż tak niemoralnie,
o Nas jedynie wciąż rzucasz losy
i trzymasz mnie mocno, dla własnej ochrony
gdy ja jedynie Twoje słodkie włosy
muskam, tak ufnie wtulony.
Jesteś, choć bardziej dla mnie tajemnicą
czasami tak kocham, jak Cię nienawidzę
gdy tak się chowasz za swą znieczulicą;
mimo, iż się tego wstydzę.
Jesteś, a jakby Cię nie było Kochanie,
a miłość to przecież transakcja wiązana
to wartość słowa "przywiązanie"...
Już dobrze, już milczę, Kochana...
Zastygły
Odleciały w przestrzeń bez powtórki
słowa spod kurzych łapek i starczych rzęs
bo już będzie Ci z górki,
a ja smakuję znów życia kęs...
Zza zeszklonych oczu spoglądasz,
tak prosto i pięknie jakby nie było dziś
bo choć przegrałaś z sukienką żądasz
bym szedł, więc muszę iść.
Krok dalej wieczorową porą
choć drugi raz to się nie zdarzy.
W to życie co jedynie norą,
by pomalować je, pomarzyć.
Pamięci Wisławy Szymborskiej
słowa spod kurzych łapek i starczych rzęs
bo już będzie Ci z górki,
a ja smakuję znów życia kęs...
Zza zeszklonych oczu spoglądasz,
tak prosto i pięknie jakby nie było dziś
bo choć przegrałaś z sukienką żądasz
bym szedł, więc muszę iść.
Krok dalej wieczorową porą
choć drugi raz to się nie zdarzy.
W to życie co jedynie norą,
by pomalować je, pomarzyć.
Pamięci Wisławy Szymborskiej
Subskrybuj:
Posty (Atom)
