Mówię: kłamiesz.
Pytasz: jak to.
Ja odpowiadam pytaniem:
Więc zdefiniuj miłość,
co to Twoim zdaniem
w ogóle znaczy?
Czerwienisz się?
Szepczesz: nie wiem, czuję
to jakbym w środku
wiedziała.
Krzyczę: (....)
Łza? Tak, i kolejna.
Wątpię: czy i co
mogą powiedzieć jelita i
nerki.
Tak, wiem, powiesz:
A serce?
A czyje?
A?
Myślę. Milczę.
Niszczy mnie poczucie winy.
Słowa nikną niewypowiedziane.
Proszę: przytul.
Jeszcze trochę łez.
Oddech, spokojnie.
Niemal bezdźwięczne: Koc h a m.
I znów beznadzieja nadziei.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz